Stracha mam przed jutrem.
Padnę chyba zaraz na serce, albo stres mnie dobije.
Tłumaczę sobie, że to nic takiego, że tylko tam dojadę, a potem to już jakoś bedzie. Hahaha, ale i tak się boję.
Nie lubię obcych ludzi, nie umiem patrzeć w oczy, ani mówić do kogoś obcego. Nie lubię też obcych miejsc. Odkąd jestem chora to nigdy nigdzie nie wchodzę, zawsze czekam na męża na zewnątrz, a teraz będę się przełamywać. Mam nadzieję, że dam radę. W końcu to przecież ma być terapia. Tam będzie psycholog, więc co bym głupiego nie zrobiła to i tak będzie dobrze. Jakoś tam sobie ze mna poradzą, mam nadzieję...
A jeśli nie dam rady dojechać, to zrobię wszystko żeby nie mieć do siebie samej pretensji.
Genialny trening akceptacji lęku. -,-
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz