Jak każdy przeciętny człowiek miewam gorsze dni.
Nie jestem niezniszczalnym superbohaterem o nieskończonej sile i mocy.
Dopadają mnie czasami chwile zwątpenia. Na każdym etapie moich przygotowań do wyjścia z domu robiłam czasami krok w tył. Kiedy człowiek jest zmęczony, po kolejnej nieprzespanej nocy, po kolejnym ataku paniki, i po kolejnym niepowodzeniu, myśli sobie czy jednak warto tak się męczyć. Czy może lepiej dać sobie spokój i na zawsze zamknąć się w domu. Miewam takie mysli szczególnie kiedy jestem zmęczona. Nie należy się spodziewać, że jeśli odnoszę sukcesy, to mogę już wszystko. Muszę pamiętać o tym, że mam jeszcze całą masę ograniczeń, nad którymi chcę pracować. Zajmie mi to zapewne bradzo dużo czasu, więc warto żebym miała na uwadze też te gorsze dni. Staram się nie obwiniać za gorsze samopoczucie. Tłumaczę sobie, że to też jest etap rozwoju. Na takie dni nie rezerwuję żadnych atrakcji ani wycieczek. Wtedy przeważnie zostaję w domu i staram się wypocząć i zrelaksować. Bardzo wiele energii kosztuje taki "powrót do świata żywych". Na codzień zmieniam swoje stare myślenie na nowe, robię rzeczy o których jeszcze niedawno nie mogłam nawet pomyśleć bez lęku. Dlatego czasami muszę odpocząć. Na takie dni mam przygotowaną całą masę ulubionych filmów, książek i kochany granatowy kocyk. Staram się oderwać od złych myśli, a następnego dnia zawsze wychodzi słoneczko zza chmur. Czuję się lepiej i mam nowe siły, które mogę wykorzystać na zdrowienie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz