poniedziałek, 11 lipca 2011

No to od nowa...

Jestem, żyję, wróciłam.
To była jakaś tragedia. Po uzmysłownieniu sobie ile jeszcze pracy przede mną. Kiedy zobaczyłam ogrom wszystkich naszych problemów, to powiem szczerze, że zwątpiłam.
Było pogorszenie. Zero spania, jedzenia, logicznego myślenia. Za to były same lęki i objawy somatyczne. Braknie mi czasami sił na to wszystko i nadzieja gdzieś ulatuje. Pojawia się strach, no bo "przecież i tak nie dam rady", i wszystko się psuje. Właśnie od kilku dni miałam taki wielki krok w tył, to nie było ani fajne ani przyjemne, mam nadzieję, że już minęło. Ale nawet z tego są różne plusy, bo troche bardziej poznałam siebie. :)
Ela uświadomiła mi kilka rzeczy (dziękuję Ci baaardzo). Po pierwsze nie mogę myśleć nad rozwiązaniami dla problmeów na które teraz i tak nic nie mogę poradzić. Za to bardzo ważne jest to, żebym robiła nadal to co robię do tej pory. Czyli malutkimi kroczkami iść do przodu. I chociaż to może wydaje mi się nic nie warte, bo nie rozwiąże naszych problemów teraz, natychmiast, to jednak przyczyni się do tego w przyszłości i muszę się nauczyć doceniać to co robię. Postaram nie stawiać się na równi ze zdrowymi ludźmi, który nie mają takich specyficznych problemów jak ja. Takie porównanie, że ktoś codziennie wychodzi do pracy, a ja się męczę nad tym żeby w ogóle móc wyjść choć na chwilkę zawsze będzie dla mnie niekorzystne. Uświadomiłam też sobie to, jak ja zawsze w bardzo zły sposób myslę o sobie. Kiedy coś mi się nie uda, to bardzo się za to obwiniam. Nawet jeśli uda mi się to za drugim podejściem, to dla mnie i tak to jest porażka. Muszę nad tym popracować. Mam też coś takiego, że jak tylko znajdę zapewnienie, jak sama sobie udowodnię(lub ktoś mi w tym pomoże) to, że jednak nie zawiodłam, że zrobiłam coś dobrego, to automatycznie wyszukuję nowych rzeczy do których mogę się przyczepić. Teraz w końcu zdaję sobie z tego sprawę i zrobię wszystko żeby to zmienić, to będzie nie tylko dobre dla mnie, ale również dla mojego rozmówcy, który nie będzie czuł się zmęczony. ;)
Tak więc, wróciłam. Mam zamiar dalej walczyć. Trzymajcie kciuki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz