Taaa i w sumie nic więcej pisać nie muszę. No może tylko tyle, że to na pewno jakaś śmiertelna odmiana typu "katarus gigantus" i już się żegnam z tym światem. -,- A tak na serio to czuję się parszywie i nie mam pojęcia gdzie się czymś takim paskudnym zaraziłam. Najpierw kłuło mnie w boku i strasznie bolał bark, oczywiście z moją bujną wyobraźnią wkręciłam sobie najpierw zawał, a potem raka, hahaha na szczęście dosyć szybko się uporałam z takimi myślałam, kiedy sobie uświadomiłam jakie to ja bzdury plotę, więc się do pionu postawiłam i teraz cierpię jedynie na paskudne przeziębienie. Wcześniej miałam trochę kaszlu i kataru ale jakoś to przechodziłam i leżałam tylko ze dwa dni jak miałam gorączkę. W piątek szłam na terapię, więc chcąc czy nie chcąc musiałam wstać z wyrka, ale było już naprawdę ok. Na terapii było trochę trudnych tematów więc miałam sobie taką małą panikę, która mi się tam zaczęła i męczyła przez dwa dni, taką z dusznościami, więc jak nagle wieczorem dostałam mega kataru to panika się zaostrzyła, bo nie mogłam nosem normalnie oddychać. Na szczęście mam poczucie humoru i jakoś wesoło udało mi się podejść do tej paniki i dziś mi już nie dokucza. Uznała zapewne, że to nic fajnego męczyć kogoś kto się nią nie przejmuje, więc poszła męczyć gdzie indziej. Na bark Mariusz nakleił mi wielki plaster rozgrzewający, dał do picia jakieś gorzkie coś tam i dzisiaj jakby lepiej z tym barkiem. Tylko cała reszta gorzej. Pisze bzdury bo mam wysoką gorączkę hehehe, leżę w łóżku i mam przymusowego lenia. Karat chętnie za darmo komuś oddam jakby ktoś chciał, a bolące gardło wymienię na zdrowe, wszystko booooli i och jaki bieeeedny ten Michu :D Mam nadzieję, że mi szybko przejdzie, bo jakieś takie atrakcje potrafią mi się czasem przez kilka tygodni ciągnąć. Trzymajcie kciuki za Micha, który teraz właśnie kicha. :)
Jakoś mi tak smutno trochę, z racji tego, że Mariusz pracuje 7 dni w tygodniu i ciągle sama siedzę i załatwiam też wszystko sama. Przykro i samotnie troszkę, szczególnie jak leżę chora. Szkoda, że nie mam niedaleko nikogo bliskiego, kto by odwiedził i pogadał. Na szczęście Mariusz niedługo wróci i da ciepłej herbatki i ucałuje. Nie ma to jak buziak.
Jeszcze miałam coś pisać ale zapomniałam, więc się teraz idę przytulić do podusi i wyśpię wszystkie choróbska.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Mam nadzieje, ze czujesz sie juz nieco lepiej?
OdpowiedzUsuńIdzie wiosna, humor bedzie zdecydowanie lepszy jak katar minie:)
Jak długo trwa taka terapia?
Pozdrawiam, Kaja
Paskudnie się czuję hehehe, ale przynajmniej mam pretekst do tego żeby poleniuchować kilka dni. Coś czuję, że mi się dopiero choróbsko rozkręca. Wiosna przyszła, a ja chora.
OdpowiedzUsuńNa terapie chodzę od lipca i póki co nie zanosi się na szybki koniec, bo mamy strasznie dużo rzeczy do przerobienia, a dopiero niedawno zaczęłam się tam czuć swobodnie na tyle żeby sporo gadać na swój temat. Bardzo się cieszę, że mogę chodzić na tą terapię i jestem pewna, ze jak ją skończę to będzie mi się żyło lepiej.
Jak na nie znoszę kataru... ;)
OdpowiedzUsuńZdrowiej zatem i trzymam kciuki za całokształt:)