Przez dwa dni nic nie pisałam. Żle się czuję, myślałam, że przejdzie- nie przeszło.
I chociaż nadal co rano idę na rower, chociaż nadal mogę normalnie poruszać się po domu, i chociaż nadal odnoszę moje małe sukcesiki, to jednak nie jest tak samo jak było jeszcze kilka dni temu.
Jeśli chodzi o sukcesiki, to oczywiście bardzo się z nich cieszę. Wczoraj rano odprowadzając męża na przystanek dałam radę wejść do sklepu i zrobić z nim zakupy na śniadanie. Do sklepu ostatnio weszłam chyba dwa lata temu. Nie wspominam tego najlepiej, bo okropnie się czułam. Oczywiście wtedy robiłam to na siłę,
Wczoraj miałam ochotę wejść, więc weszłam i czułam się normalnie tzn. dobrze. Nawet dałam radę się odezwać, więc w ogóle super.
Cały dzień było mi smutno i chcąc poprawić sobie humor upiekłam w nocy ciasteczka. Moja babcia nauczyła mnie je piec jak byłam mała. Uznałam, że to będzie wyśmienitym "poprawiaczem" humoru, i miałam rację.
Pieczenie ciastek na ogół nie jest niczym wyjątkowym. Jednak w moim przypadku jak zwykle jest inaczej. To był wielki sukces, bo cały czas siedziałam w kuchni, nawet gorąco mi za bardzo nie przeszkadzało. Jak sobie przypomnę, że jeszcze niedawno nie mogłam tam wejść to dostaję dreszczy.
Kiedy skończyłam piec posprzatałam po sobie i cały czas dobrze się czułam. :D Ciastek wyszło bardzo dużo. Pochowałam je do metalowych pojemniczków, obudziłam męża żeby sobie zjadł (smakowały mu), i poszłam spać. Jakiś czas nie mogłam usnąć, ale po chwili zmęczenie wygrało.
Na dzisiaj mam plany. Bardzo mi zależy, żeby jakoś dostać się do teściowej, bo tam czeka na mnie ktoś wyjatkowy. Bardzo się za tym kimś stęskniłam, i bardzo bym chciała pojechać, szczególnie, że ten ktoś w czwartek wyjeżdża na stałę do innego miasta, i w najbliższym czasie nie będzie okazji żeby się zobaczyć.
Oddałabym bardzo dużo za dobre samopoczucie. Bardzo chcę jechać, ale już czuję, że nie dam rady. Czuję się źle. Mam sporo objawów somatycznych. Czuję mojego starego kompana- ciężar w okolicach serca, są też "ulubione" duszności, ból głowy i bóle żołądka. Dziś rano na rowerze było niemiło. Cały czas się źle czułam. Akceptowałam ten stan, nie robiłam nic w nerowym pośpiechu, ani na siłę, i pewnie tylko dlatego udało mi się jakoś dojechać do domu. Później trochę pospałam, ale nawet przez sen się źle czułam. Obudziłam się w panice, i żaden objaw nadal nie ustapił.
Teraz pogoda się trochę zepsuła. Wieje bardzo silny wiatr i jest duszno. Kiedy mąż wyjdzie z pracy powiem mu, że nie jadę, żeby pojechał sam. Poryczałam sobie z tego powodu, bo bardzo chciałam jechać, ale teraz za bardzo źle się czuję. Jakbym lepiej się poczuła, to pewnie bym dała radę dojechać tam na rowerze. Teraz nie ma mowy, bo to ponad 50km w obydwie strony. Nie wyobrażam sobie przejechać takiej odległości z dusznościami i bólami w klatce piersiowej. Nie mogę się do tego zmusić, bo będzie jeszcze gorzej. Teraz muszę zrobić to, czego potrzebuje mój organizm. Muszę się uspokić i wypocząć. Ledwo żyję przez te obajwy od kilku dni.
Doskonale znam przyczynę tego stanu, dzisiaj nie chcę o tym pisać. Pewnie opiszę to jutro, bo to długa historia. Ktoś trochę mi namieszał w uczuciach. Ktoś, komu ufałam i uważałam za przyjaciela. Potem nagle się wycofał zasłaniając się egoistycznym "bo tak, i koniec. To moja decyzja", zostawiając mnie taką poranioną wewnętrznie. Najgorsze, że ja nie zrobiłam nic złego, nie mam powodów do wyrzutów sumienia. Nikomu nie polecam, szczególnie jak ktoś ma nerwicę z której próbuje jakoś się wygrzebać. Dzięki temu przez ostatnie dni gorzej się czuję. Ciągle o tym myślę, jest mi przykro i czuję się skrzywdzona. Muszę o tym zapomnieć, bo się zamęczę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Trzymam kciuki:)
OdpowiedzUsuńMyślę, że takie wycofanie się "bo tak" zawsze boli, chociaż pewnie Ciebie szczególnie. Nienawidzę takiego zachowania, później długo się zastanawiam co ja takiego zrobiłam, czemu... tymczasem odpowiedzią jest raczej, że to ktoś wolał odejść i nie mam na to wpływu.
Aaa i chciałam się z Tobą czymś podzielić. Zarejestrowałam się na forum na którym i Ty jesteś:) Sama też jestem DDA, (w zasadzie po terapii), a jak mi się ostatnio wydaje: współuzależniona...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło,
M.
Bardzo się cieszę, że się zarejestrowałaś. :)
OdpowiedzUsuńZapraszam do udzielania się na forum. :))