Jeszcze niedawno we własnym domu nie mogłam przebywać w kuchni. Panika była ogromna, i lęk nie do pokonania. Mąż musiał przynosić mi nad ranem, przed wyjściem do pracy gotowe jedzenie na cały dzień, i herbatę w dzbanku, do pokoju. Z góry było wiadomo, że jeśli tego nie zrobi ja będę cały dzień głodna i czekać na niego, bo lęk będzie taki ogromny, że nie dam rady go pokonać nawet jak złapie mnie pragnienie czy głód, chociaż wiedziałam, że w lodówce jest jedzenie.
Podobnie było z łazienką. Nie mogłam się tam kąpać. Mąż nosił mi codziennie wielką michę z wodą do pokoju, żebym mogła się umyć. To wszystko nie było łatwe ani dla niego ani dla mnie. Wyjście na dwór to była czysta abstrakcja. Tymbardziej, że drzwi wejściowe mamy w kuchni. Jakby mi ktoś powiedział w marcu, że po kilku miesiącach będę w stanie zrobić tyle rzeczy, to by mi było przykro, że się ze mnie nabija.
Dzisiaj mogę być w kuchni tyle ile chcę. Gorzej się czuję tylko wtedy kiedy coś gotujemy i zrobi się bardzo duszno, ale przecież wtedy nie ma przymusu, nie muszę tam siedzieć w danej chwili, albo można otworzyć okno i drzwi, żeby zrobił się przeciąg. Codziennie kąpię się w łazience, nawet jak się gorzej tam czuję, to nie uciekam w panice. Umiem poradzić sobie z lękiem, on jest prawie zawsze, ale nie ma nic do gadania.
Przez ostatnie 3 miesiące nauczyłam się:
- Nie robić nic w newowym pośpiechu
- Nie bać się ataków paniki (one zawsze mijają nie ważne gdzie jestem)
- Wchodzić do kuchni
- Nie wybiec w panice z kuchni
- Przygotowywać sobie herbatę lub coś do jedzenia (w kuchni)
- Otwierać drzwi listonoszowi
- Otworzyć drzwi komuś całkiem obcemu
- Wychodzić z domu na spacery
- Czuć się komfortowo w łazience i brać normalnie prysznic
- Zostawać sama w domu bez strachu i przerażających myśli
- Pojechać do miasta i miło spędzić czas
- Jeździć na różne mniejsze wycieczki (na skuterze z mężem)
- Polubić się z rowerem
- Jeździć samotnie na rowerze, nawet 10 kilometrów od domu.
- Wychodzić z domu kiedy wieje wiatr. Wiatr nie jest zły, tylko ma za długie łapy, którymi "mnie tyka", a ja tego nie lubię (Mam prawo nie lubić. Jedni nie lubią makaronu, a ja nie lubię wiatru)
- Porozmawiać z kimś obcym
- Nie bać się zmęczenia, zadyszki, ani ataków paniki
- Przejść na raz na pieszo prawie 25 kilometrów
- Pojechać na imprezę okolicznościową i robić zdjęcia
- Zniknęła większość natrętnych myśli i zachowań (nie zwracam już uwagi na ilu spię poduszkach i czy poszewka od kołdy jest "w dobrą stronę", nie drażni mnie jak coś krzywo leży, nie drażni mnie mały bałagan itp)
- Potrafię przetłumaczyć sobie, że nie ma żadnego realnego zagrożenia, to są tylko nieprzyjemne myśli, które nie mają wpływu na moje życie.
- Nie przejmuję się już opinią innych
- Mysleć o sobie z sympatią
- Troszeczkę polubić siebie
- Nie karać się już złymi myślami o sobie (wale nie jestem taka zła jak myślałam o sobie jeszcze pół roku temu)
- Często jestem wesoła
- Czuje powrót "dawnej" siebie
- Znowu lubię swoje własne towarzystwo
- Nie zagłuszam na siłę swoich myśli i uczuć
- Oswajać lęk
- Zawsze mam na uwadze to, że lęk może się pojawić. Nie oddalam go na siłę od siebie, tylko go przyjmuję.
Te wszystkie rzeczy robię pomimo lęku. On nadal we mnie jest, Czasami jest ogromny, ale umiem już się z nim obchodzić. Czasami mam gorszy dzień, i wtedy znowu nie daję rady wyjść z psami do ogródka, czy nawet nie daję rady wejść do własnej kuchni. Dzieje się to nieczęsto, ale się dzieje. Doszłam do wniosku, że mam prawo do takich dni, bo nie jestem robotem. Muszę pamiętać o tym, że takie dni też będą. Wtedy najlepiej dać sobie czas na odpoczynek na nabranie nowych sił do dalszej walki.
Zmieniło się moje myślenie o sobie. Pojawiła się akceptacja moich lęków i niedoskonałości. Dotarło do mnie, że tylko ja mam wpływ na to jak będę przeżywać lęk. Teraz nikt nie decyduje za mnie, to ja mam wpływ na własne życie. Nikt mi nie zagraża, mogę być wolnym człowiekim. Mam prawo do mnóstwa rzeczy. Mam prawo być niedoskonała. Mam prawo odczuwać lęk, złość, zmęczenie czy rozdrażnienie. Mam prawo być zmęczona, i mieć gorszy dzień. Mam prawo do odpoczynku i odrobiny lenistwa, nawet jak czeka na mnie góra prania. Mam prawo do wyrażania własnego zdania czy opinii, nawet jeśli odbiega ona od opinii ogółu. Mam rpawo mówić głośno o tym co mi sie nie podoba. Mam prawo być sobą. Mam prawo być szczęśliwa!
Mam jeszcze problemy z bardzo wieloma rzeczami, bo jestem dopiero na początku swojej drogi. Jednak bardzo wierzę w to, że uda mi się to wszystko pokonać i cieszyć się życiem i naszym pięknym światem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

brawo!
OdpowiedzUsuńPodziwiam... :)
OdpowiedzUsuńBrawo, brawo, brawo!!!!
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę, że jesteś taka dzielna. Masz tak wiele powodów , żeby być z siebie dumna. Dokonałaś wielkich rzeczy!!! Uwierz mi będzie już tylko lepiej.
Dawno temu przechodziłam to samo co Ty i wyszłam z tego- wniosek- też z tego wyjdziesz!!!
Całym sercem jestem z Tobą. Dasz radę ze wszystkim co sobie postanowisz, każdy mały lub duży krok to krok do przodu.
Gorąco pozdrawiam Rita
Dziękuję za wsparcie. Bardzo mi się przyda, bo walka nie jest łatwa.
OdpowiedzUsuń