wtorek, 21 czerwca 2011

Oswoić potwora

 Postanowiłam pomalutku zacząć oswająć groźną bestę jaką jest autobus. Chcę powoli, bez pośpiechu nauczyć się normalnie nim jeździć. W tym celu dziś rano zrobiłam rozeznanie.
Mąż jechał do pracy PKSem, bo pogoda niezbyt fajna na rower.
Poszłam z nim. Tzn on szedł, a ja jechałam na swoim rowerze. On tak szybko chodzi, że lepiej było mi jechać, niż go gonić.
Musielismy iść tą droga której nie lubię. Było bardzo wcześnie jakaś 5:30, więc nie było ludzi i mało samochodów. Dotarliśmy do przystanku po 30 minutach. Czułam się dobrze, nie miałam żadnych objawów. Żadnych duszności, lęków, nic. Chyba mam dziś dobry dzień.
Poczekałam z mężem 10 minut na PKS... Przyjechał, drzwi się otworzyły, kierowca nie wzbudził mojego zaufania, ale pewnie był tylko niewyspany. Było pełno ludzi. Siedzenia były szare, podłoga niebieska, firanki w okienkach były pomarańczowe, a ta czarna guma na stopniach z jednej strony była oderwana (haha moja spostrzegawczość czasami mnie dobija, przecież tylko kilkanascie sekund widzialam ten autobus). PKS był taki nowszy, z wysokimi oparciami przy siedzeniach, więc teoretycznie jakbym się wcisnęła w jakieś siedzenie blisko drzwi, to nie widziałabym innych ludzi. Mąż wszedł, kupił bilet, a ja stałam sobie bezpośrednio przy tym autobusie. Czułam, że bym dała radę wjeść do środka. Stałam przy schodach, i miałam silną potrzebę dotknięcia tego "potwora". Pomacałam go sobie, no i w dotyku przypominał autobus, hahaha, nie był to żaden potwór. Całkiem normalny biało-pomarańczowy autobus. Dałabym radę tam wejsć, ale jak sobie pomyślałam, że te drzwi by się zamknęły i on by ruszył, a mnie by się od razu zrobiło niedobrze, to już taka pewna siebie nie byłam. Poczułam coś na kształt paniki. Hmm chociaż nie, to nie była panika, tylko niepokój, taki chwilowy przez ułamek sekudy, jak pomyślałam o jeździe tym autobusem. Wejść bym dała radę, ale jechać nie wiem...
Mąż wsiadł i pojechał do pracy, a ja na rowerze pojechałam jeszcze na dalszą przejażdżkę i dopiero później wróciłam do domu.
W najbliższym czasie będę nadal oswajać autobusy. Tymbardziej, że jak się okazało są łagodne i łatwo dają się głaskać. :-D Z każdym podejściem będę robić mały kroczek do przodu. Najpierw wejdę do autobusu tylko na chwilę, że niby mąż czegoś zapomniał i ja mu to podaję. :) Innym razem wsiądę normalnie i pojedziemy tylko jeden przystanek, po czym na pieszo wrócimy do domu. Z każdym dniem coraz bliżej celu. Łatwo nie będzie. Zapewne trochę to potrwa, bo muszę mieć na uwadze też te gorsze dni, ale czuję, że dam radę. Jestem przygotowana na wszystko, i wiem, że będę bezpieczna. Trzymajcie za mnie kciuki.

Podsumowując, dzięki temu, że mam dziś dobry dzień, dałam radę pogłaskać autobus! Hahahaha.

2 komentarze:

  1. He, he... Nie taki potwór straszny, jak go na biało-pomarańczowo malują. A serio: najbardziej chyba (tak zauważam) fobia przed fobią Ci doskwiera. Spróbuj jednak wejść do tego autobusu, tam jest naprawdę bezpiecznie; w jego wnętrzu nie poczujesz otwartej przestrzeni. A dzięki bliskości męża, któremu ufasz, szczęśliwie dojedziesz do celu. Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń