Moje życie się zmienia. Pomału przyzwyczajam się do tych wszystkich rzeczy, które jeszcze niedawno były nowością. Normalnie wychodzę z domu, normalnie wieszam pranie w ogródku, normalnie idę na rower, normalnie rozmawiam z sąsiadami, czuję się normalnie daleko od domu i kiedy jestem sama. Panika nadal się pojawia. Jest już o wiele mniejsza i pojawia się rzadziej, wszystko dzięki temu, że nauczyłam się ją akceptować. Nawet kiedy się źle czuję, to wiem, że nic złego się nie dzieje i mogę czuć się swobodnie gdziekolwiek będę. Teraz umiem robić wszystko razem z lękiem i paniką. Nawet kiedy mam jakieś silne objawy somatyczne, to umiem się z nimi pogodzić, nie przerywając danej czynności. Lęki już mnie nie ograniczają.
Wyjście na rower nie jest już niczym wyjątkowym, tak samo jak inne rzeczy. Wszystko z dnia na dzień powszednieje mi coraz bardziej. Super, to jest bardzo miłe uczucie, taki powrót do normalności.
Mam ciagłą potrzebę pracowania nad sobą, chcę odnosić nowe sukcesy, nie umiem usiedzieć na miejscu. Jest bardzo wiele rzeczy, których jeszcze nie próbowałam, a chciałabym. Ogranicza mnie zmęczenie. Wiem, że powinnam odpoczywać, bo taka praca nad sobą jest bardzo męcząca. Często obiecuję sobie, że "dziś nie idę na rower, bo wszystko mnie boli i chcę odpocząć", ale potem i tak nie mogę usiedzieć w domu i jednak wychodzę. To chyba nie jest do końca dobre dla mnie. Muszę pamiętać, że odpoczynek też jest bardzo ważny, szczególnie, że cierpię na bezsenność. Potem, kiedy jestem przemęczona nachodzą mnie jakieś złe myśli i gorzej się czuję.
Teraz bardzo bym chciała popracować nad jazdą PKSem albo pociągiem. Mam z tym ogromny problem i jeszcze nie wiem jak go rozgryźć. Jak coś wymyślę, to dam Wam znać. :)
To nie jest takie proste jakby się mogło wydawać.
Bardzo ważne jest to, żebym miała takie poczucie, że gdziekolwiek jestem, to mam wpływ na to co się ze mną dzieje, że to ja jestem odpowiedzialna sama za siebie. Lubię to, że mam wolny wybór. Kiedy źle się poczuję, to gdziekolwiek jestem mogę zawrócić do domu, albo zmienić cokolwiek będę potrzebowała. Mogę pójść posiedzieć w cieniu, mogę opuścić dane miejsce i przenieść się w inne, które bardziej mi odpowiada. Niestety w autobusie albo pociągu nie mam takiej możliwości. Skazana jestem na siedzenie lub stanie w jedym miescu aż do przystanku. Te przystanki oczywiście nie zależą ode mnie, dlatego czuję niepokój. Dodatkowo w autobusie jest zawsze bardzo dużo ludzi, jest gorąco, i przeważnie śmierdzi. Te wszystkie rzeczy powodują u mnie lęk, no i jeszcze mam gigantyczną chorobę lokomocyjną, która w połączeniu z atakiem paniki może dać mi nieźle w kość. Lubię mieć świadomość, że w każdej chwili mogę wyjść, to mi daje poczucie bezpieczeństwa. W pociągu nie będę tego miała, i dlatego czuję większy strach. Bardzo chciałabym to ogarnąć. Chciałabym pojechać z mężem nad morze, a poza tym mieszkamy na wsi, więc jak chcę dojechać do miasta, to jazda PKSem mnie nie minie. Chyba, że jeszcze trochę popracuje nad kondycją, wtedy pewnie bym dała radę dojechać tam na rowerze, tylko że to ponad 20km w jedną stronę.
Teraz ciągle czuję niedosyt. Chcę coś z tym zrobić. W najbliższej przyszłości będę nad tym pracować, bo nie chcę już czuć się na wsi jak w więzieniu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Myślę że w pociągu i tak jest lepiej niż w PKSie, bo zawsze możesz np. wyjść z dusznego przedziału na korytarz i popatrzeć sobie przez okno :) Albo przejść się wzdłuż pociągu. Sama często tak robię, kiedy jadę gdzieś daleko i cierpną mi nogi ;)
OdpowiedzUsuńNo tak, racja, ale nad PKSem muszę bardziej popracować, bo do miasta można sie dostać tylko autobusem. Pociągem chcę pojechać za jakis czas nad morze, albo do Warszawy, bo mąz lubi te miejsca. Niestety do miasta tylko PKSem. Trochę sie tym stresuję.
OdpowiedzUsuń