Toruń piękne miasto.
Miliony turystów z zachwytem ogląda zabytki. Dzieciaki wesoło chlapią się w nowej fontannie, do której teoretycznie nie wolno wchodzić. Studenci w każdy weekend imprezują do upadłego. Jest fajne kino, ładne parki, wszędzie pełno ogródków z piwem. Miasto tętni życiem do późnych godzin nocnych
Gdzieś tam na starówce wychowywała się mała Michu. Codziennie przeżywała swój koszmar.
Pod tą całą gotykowo-romatyczną otoczką kryje się coś, z czym ciężko się zmierzyć. Za tymi wszystkimi zabytkami, w samym centrum, na starówce kryje się patologia, ktrórą zagłuszają śmiechy turystów. Głodne dzieci plączą się wśród tłumów sprzedając pocztówki czy inne badziewie znalezione gdzieś, lub ukradzione. Dzieci zarabiają na wódkę dla rodziców alkoholików. Niestety nikt nie chce tego od nich kupować, czasami ktoś się zlituje i da parę groszy. Dzieci chodzą często brudne i głodne, ale wszystkie pieniądze zanoszą do domu. Takie dzieci nie mają łatwego życia. Na każdym kroku są odpychane i odtrącane, no bo nie przystoi żeby mały brudas łaził wśród wypachnionych turystów z wielkiego świata.
Nikt nie dostrzega tych małych istot, które milcząc wołają o pomoc.
O dzieciach ze starówki ludzie z innych dzielnic mówią z obrzydzeniem. Bo kradną, są chamskie, biją się i nie chodzą do szkoły. Niestety nikt nie chce dostrzec tego wszystkiego z drugiej strony. Dzieci kradną, bo są głodne. Są chamskie i się biją, bo takie są patologiczne realia w których dorastają. Źle się uczą, bo nikt o nie nie dba. Poznałam wiele takich dzieci. Ja nie należałam bezpośrednio do nich, bo moje życie pobiegło trochę inną drogą, ale przyglądając się temu zrobiłam się wrażliwa na ich los, bo to są naprawdę fajne dzieciaki.
Teraz po latach nie lubię jeździć do miasta. Tam zawsze mam większe ataki paniki niż zazwyczaj. Chociaż mam ogromny sentyment do tych wszystkich starych murów, to jednak wolę poznawać nowe miejca, niż wracać do Torunia.
Z każdym zakątkiem tego miasta, z każdą ulicą, i domem, mam związane złe wspomnienia. Jeśli możnaby jakoś je zmierzyć, to by wyszło, że wszystkie związane są z tym miastem.
Jednak pomimo wszystko nadal chcę tam jeździć. Tam jest życie, którego tutaj na wsi nie ma. Jestem mieszczuchem, i kiedyś chciałabym zamieszkać znowu w mieście, chociaż pewnie nie w Toruniu...
Już na samym wjeździe dopadają mnie straszne wizje przeszłości. Jeszcze niedawno te uliczki, parki i domy widywałam już tylko w koszmarach nocnych, bo nie jeździłam tam wcale. Dlatego ciężko mi było patrzeć na to wszystko na jawie, kiedy w końcu odważyłam się tam pojechać, żeby świadomie zmierzyć się z panicznym lękiem, i zaakceptować go. Bardzo długo oswajałam swój lęk w mieście. Szło mi o wiele gorzej niż tutaj na wsi. Na szczęście dałam radę, i teraz tego lęku jest coraz mniej. On nadal jest, czasami silniejszy, a czasmi słabszy, niemniej jednak najgorsze jest już za mną. Teraz już wiem co robić i chcę się z tym zmierzyć. Wiem, że dam radę. Tam jest życie, którego tutaj tak bardzo mi brakuje. Zawsze jestem zadowolona z wyprawy do miasta, bo wiem, że robię coś wielkiego. Mogę znowu czuć się normalnie wśród ludzi. Stawiam czoła przeszłości, która nadal bardzo boli.
Lubię to, że po dniu spędzonym w mieście wracam na wieś, gdzie nie ma przeszłości, tylko święty spokój.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Tak...
OdpowiedzUsuńDawno temu dosyć często zdarzało mi się zaglądać za bramę przy ulicy Szpitalnej, naprzeciwko kościoła św. Jakuba.
Turyści przeważnie nie zdają sobie sprawy, co tak naprawdę za fasadą się kryje.
Twoja siła i determinacja działają cuda :) Pod tym względem czuję, że wiele mogłabym się od Ciebie nauczyć, mimo, że sama wiodę w miarę "normalne" życie:)
OdpowiedzUsuńOby tak dalej:)
Pozdrawiam ciepło:)